Odwiedź też:
RSS
"Fałszywe lustra" czyli Matrix po rosyjsku
km
2009-09-10 11:50:39

Głębia - świat wirtualny, alternatywna rzeczywistość, wykreowana w pamięci globalnej sieci. Można w niej pracować, bawić się, uprawiać seks, pić i grać. Ale wychodzi się dopiero wtedy, gdy timer wyrzuci użytkownika. Tylko nurkowie, głębinowa elita, potrafią wynurzać się samodzielnie. Jeden z nich musi odkryć, kim jest postać, która nagle pojawia się w głębi. Nie ma odpowiednika w świecie rzeczywistym. I nie została stworzona przez Sieć...

11 września ukazuje się powieść "Fałszywe lustra" Siergieja Łukjanienki, kontynuacja "Labiryntu odbić". Obie powieści wydaje Wydawnictwo Mag.

Fragment

Dawno nie zdarzyło mi się spóźnić do pracy!

Stoję w korku, który ciągnie się jak okiem sięgnąć. Obok mnie długi niezgrabny samochód, chyba ostatni model lincolna. Szyby opuszczone, posępny kierowca patrzy na mnie tak, jakby to mój motocykl był winien panującego na ulicy chaosu.

– Ma pan zapalniczkę? – pyta w końcu.

Chyba po prostu się nudzi. W życiu nie uwierzę, że w tym luksusowym potworze nie ma zapalniczki. Pewnie znalazłoby się tam miejsce nawet dla kuchenki gazowej i grilla.

W milczeniu podaję mu zapalniczkę.

Upierścieniona dłoń bierze ją, przypala drogiego cienkiego papierosa z filtrem niewiarygodnej długości. Co to dziadek Freud mówił o pociągu do wielkich samochodów i długich papierosów?
A... a do licha z nim. On by tu u nas bardzo szybko dostał świra.

– Co się dzieje? – pyta kierowca. Limuzyna jest niska, dlatego sam nie może zobaczyć.
– Kolumna ciężarówek – odpowiadam.

Ktoś inny na moje słowa zareagowałby w bardzo naturalny sposób – oburzeniem. Żeby ciężarówki jechały przez centrum miasta! I to przez rosyjską dzielnicę, w porannych godzinach szczytu czasu moskiewskiego!

– Cóż, zdarza się – rzucił kierowca. – Widocznie muszą.

Czyli lincoln nie jest zwykłym pozerstwem. Kierowca nigdzie się nie spieszy, a kilkuminutowy korek nie jest dla niego powodem do niepokoju.

Ale dla mnie jest! I to jakim!

Pięciominutowego spóźnienia może nie zauważą. Dziesięć minut to już wpis do akt personalnych. Kwadrans – i mam z głowy połowę dziennego wynagrodzenia.

Jestem spóźniony już cztery minuty!

Pas jest zapchany, ale standardowy motocykl to nie samochód na specjalne zamówienie. A moja kurtka w kolorze ciemnej stali, szare dżinsy, twarz pod lustrzanym hełmem... przeciętny wygląd, standardowy strój, ale...

Niepozorność ma swoje zalety.

Dodaję gazu, ryk silnika. Właściciel lincolna przygląda mi się z żywym zainteresowaniem:

– I co, masz zamiar?...

Nie słucham. Zostawiając na asfalcie ślad spalonej gumy, honda mknie między samochodami.

– Daj czadu! – krzyczą za mną.

Obserwowanie czyjejś głupoty to odwieczna, a przy tym bezpłatna rozrywka.

Tamujące ruch ciężarówki pełzną po ulicy powoli i leniwie. Zwykłe kamazy, ale z napisami na budach „2T”. Jasne, duża firma dostała pilne zlecenie i wolała zapłacić za pozaplanowy przejazd niż karę z powodu spóźnionej dostawy. Odległość pomiędzy samochodami – półtora metra, suną jeden za drugim.

Może przeskoczę.

Widzę błyski południowego słońca na szybach ciężarówek, twarze kierowców, czarny dym silników diesla. Szansa wciśnięcia się pomiędzy dwa kamazy jest minimalna.

Głębio, Głębio, a niech cię...

Moment przejścia z przestrzeni wirtualnej do zwykłej zawsze jest zabawny. Ale teraz różnice są minimalne: byłem w kasku motocyklowym zostałem w hełmie wirtualnym, siedziałem na motorze, siedzę w fotelu, w kucki.

Tylko miasto wokół przestało być realne. Wszystko stało się bardziej toporne, utraciło detale, niebo jest równomiernym błękitem z lekkimi obłoczkami (które raz na dobę układają się w napis: PAMIĘTAJCIE, KTO STWORZYŁ I OPŁACIŁ DLA WAS TO NIEBO!), samochody tracą rysy, plamy błota, naklejki – wszystko to, co dodawała wyobraźnia.

Kolumna ciężarówek z logo 2T pozostaje.

Przeskoczę!

W słuchawkach słychać głosy, ktoś macha ręką z samochodu, próbuje mnie ostrzec. Ruchami joysticka wciskam motocykl między kamazy. Lekkie pchnięcie – pewnie zderzak zahaczył o tylne koło. To nic.

W wirtualności mógłbym upaść, mógłbym stracić równowagę. Teraz wystarcza jeden ruch joystickiem, żeby wyprostować motocykl.

Przystanąłem za skrzyżowaniem, obejrzałem się. Palce same przesunęły się po klawiaturze.

Deep

Enter

Przez sekundę miałem przed oczami ekrany, podkładkę hełmu. A potem po ekranach przepływa tęczowa fala, zmywa rzeczywistość.

Deep program działa szybko.

Stoję na skrzyżowaniu ulicy Gibsona i A. Czertkowa w rosyjskiej dzielnicy Deeptownu. Przez prześwity w kolumnie ciężarówek, pełznących w stronę klubu „White Beer BBS”, widać moich niedawnych towarzyszy z korka. Wielu gwiżdże, klaszcze lub w inny sposób daje wyraz zachwytowi.

Jakie cudowne uczucie.

Jakbym wbił gwóźdź ulubionym mikroskopem.

Znowu dodaję gazu i mknę ulicą. Jest szansa, że spóźnienie nie będzie zbyt duże.

Ciekawe, swoją drogą, kim był ten Gibson...

 
Warszawa
 

Copyright Reporter.pl 1996-2013