Odwiedź też:
RSS
"Zenek i mrówki"- recenzja
Kamila Krain
2013-02-23 11:58:32

Wreszcie, po całorocznych zmaganiach w szkole, nadszedł czas błogiego lenistwa, odpoczynku i wiecznej zabawy. Wakacje!

Zenek, dziesięcioletni chłopiec, który jest niesamowicie ciekawy świata, myślami już dawno siedzi nad morzem. Niestety, los ma inne plany wobec rodziny Zenobiusza – okazało się, że babcia Amelia zachorowała i mama musi się nią zaopiekować. Tym samym, nici z wakacji nad morzem. Zenek nie wie, co ma począć, bo okazuje się, że wcale nie może pomóc mamie w opiece nad babcią.

Wiśka, siostra chłopca, również nie chce go ze sobą zabrać na obóz naukowy. Zostaje tylko jedno – wyjazd z tatą na ociekające nudą ango (okres intensywnych medytacji w klasztorach zen), na które Zenek zmuszony jest pojechać. Zdając sobie sprawę z tego, że na ango nie może liczyć na towarzystwo innych dzieci, ani nawet na towarzystwo gier komputerowych, Zenek postanawia skomponować swój mały zestaw na przetrwanie nadchodzącej nudy. Zabiera ze sobą szkło powiększające i dziennik prapradziadka Zenobiusza, który uciekł z Syberii.

Kiedy chłopiec i jego tata znajduję się już na terenie, który przesycony jest aurą medytacji, okazuje się, że wcale nie jest tak nudno. Mimo tego, że nie ma dzieci, z którymi Zenek mógłby się bawić, znalazł bardzo zajmujące zajęcie – obserwowanie mrówek! Chłopiec skusił się również na chwilę wyciszenia wraz z dorosłymi, którzy wspólnie medytowali.

Niestety, Zenek, jako rozbiegany dzieciak, nie potrafił skupić swoich myśli na oddechu, który jest bardzo ważny podczas medytacji. Mijają kolejne spokojne dni na ango, podczas których Zenek coraz bardziej zapoznaje się z buddyzmem i medytacją. Chłopiec poznaje również świat mrówek, który interesuje go coraz bardziej.

W wolnych chwilach czytuje też dziennik prapradziadka, który wprawia go w niesamowite zdumienie – prapradziadek Zenobiusz był w klasztorze buddyjskim! Klasyczne zakrzywianie pola, które jest charakterystyczne z rodzinie Zenka.

Jednak z czasem spokój mnichów zostaje zburzony przez informację dotyczącą stanu zdrowia babci Amelii – zdrowie się pogarsza. Zenek martwi się, że straci swoją ukochana babcię, a przecież dobrze pamięta, jak strasznie płakał, gdy prawie na zawsze stracił swoją ulubioną papużkę, Zorcia. Jak skończy się historia dziesięcioletniego Zenka?

Andrzej Grabowski jest z wykształcenia pedagogiem, a z zawodu autorem telewizyjnych programów dla dzieci. W wolnych chwilach pisze scenariusze filmów animowanych, piosenki i książki. Od wielu lat praktykuje buddyzm zen.

Książka Andrzeja Grabowskiego p.t. „Zenek i mrówki” jest przeznaczona dla dzieci. Świat Zenka poznajemy na wiele sposobów – przede wszystkim na podstawie jego dziennika, który sumiennie pisze. Poza tym narracja podzielona jest na rodzinne wspomnienia chłopca i anegdotki, fragmenty z dziennika prapradziadka Zenobiusza, który uciekł z Syberii wraz ze swoimi towarzyszami oraz przeplatana jest nowinkami o mrówkach i historią Buddy.

Podczas lektury starałam się poczuć jak dziecko, które mogłoby przeczytać tę książkę i po głębszych przemyśleniach stwierdzam, że nie nudziłam się podczas czytania. Przygody Zenka są naprawdę ciekawie i interesujące, często zabawne, a często wzruszające. Nie brak w niej morałów i mądrych wskazówek życiowych, których nie powinno brakować w książkach przeznaczonych dla dzieci (chociażby fragment, w którym Zenek przyznał się tacie, że zbroił coś niedobrego, dzięki czemu nie spotkała go kara, a przyjazne upomnienie).

Sama, jako osoba względnie dorosła, znalazłam w niej źródło wielu ciekawych informacji i cieszę się, że mogłam trochę bardziej zapoznać się z buddyzmem – myślę, że to całkiem dobry pomysł by czasem się wyciszyć i pomedytować (szczególnie, kiedy jest się tak nerwową osobą jak ja ;)), a przede wszystkim by nie popadać ze skrajności w skrajność, tylko znaleźć swój złoty środek.

Myślę, że buddyzm jest bardzo bliski moim osobistym przekonaniom. Niemniej jednak obawiam się, czy dziecko czytające historię Zenka nie odczuje nadmiaru informacji, które zwala mu się na głowę podczas lektury. Trochę informacji przyrodniczych, dosyć spora dawka tych historycznych, no i do tego dużo specjalistycznego słownictwa i pojęć związanych z medytacją i buddyzmem (plus za słowniczek z tyłu książki, który zbiera wszystkie przewijające się w treści pojęcia „do kupy”). Nieco przytłaczające dla beztroskiego dziecka.

W ogólnym rozrachunku książka Andrzeja Grabowskiego zasługuje na duży plus. Nie da się nie zauważyć, że Autor przelał na papier swoje zainteresowanie, chcąc zaciekawić nim innych, w tym wypadku najmłodszych czytelników – mam nadzieję, że Autorowi uda się spełnić zamierzony cel. Ja czuję się zaciekawiona tym, co Grabowski chciał przekazać. A Wy?

 
Warszawa
 

Copyright Reporter.pl 1996-2013