Odwiedź też:
RSS
"Moi kumple milionerzy" - recenzja
Aga Nowak (17 lat)
2012-01-20 11:55:54

Ostatnio w telewizji jest coraz więcej seriali i filmów o życiu bogatych nastolatków z USA. Wynika z nich, że co prawda są oni bogaci, ale mają takie same problemy jak wszyscy albo jeszcze gorsze. Jednak te seriale i filmy są właśnie o nich, bo zdaniem ich twórców, wszyscy chcą być tacy bogaci, sławni i w ogóle.

To samo dzieje się z książkami. To już kolejna z serii "jak żyją bogaci ludzie i dlaczego nie powinno się im zazdrościć".

Tym razem nie przenosimy się do Beverly Hills ani Nowego Jorku, ale do Londynu, gdzie wybudowano jeden z najdroższych budynków świata. Zamieszkają w nim sami najbogatsi ludzie czyli milionerzy, gwiazdy Hollywood, itp. No i oczywiście, zamieszka tam "zwykła dziewczyna" Jess.

To typowa nastolatka, która ma zwariowane przyjaciółki, brata, kota, chłopaka "na oku" i "normalne życie". Ma też problemy - jej mama umarła, a teraz Jess ma zamieszkać tatą, który został zarządcą tego budynku. Tak więc ona też zamieszka wśród milionerów w tym cudownym budynku. Bardzo ją to cieszy. W szkole opowiada, co tam widziała i kto będzie jej sąsiadem, choć ma zachowywać dyskrecję.

Potem okazuje się, że nie ma tak różowo, bo mieszkańcy budynku nie chcą się "bratać" z obsługą. Nie pozwalają więc Jess pływać w basenie i trzymać kota. Tym sposobem przestaje jej się ta podobać.

Wszystko robi się straszne i okropne, a najgorsza jest Alisha - córka hollywoodzkich gwiazd, która ma przewrócone w głowie i jest wredna. Uważa się za lepszą i w ogóle - schemat znany z każdego serialu o bogatych nastolatkach.

Jak to się skończy?
Tak, zgadliście - skończy się dobrze. Nagle okaże się, że wszyscy tak naprawdę są fajni, tylko mają problemy i stresy, przez co czasem zachowują się wrednie.

Nawet Alisha pewnego dnia znienacka... sama przyjdzie do Jess i ją przeprosi, tłumacząc, że po prostu zazdrościła Jess, że jest ona taka szczęśliwa... Ten motyw po prostu mnie rozbroił i myślę, że gdyby autorka go sobie darowała, książka byłaby znacznie lepsza.

Jest napisana lekkim i zabawnym językiem i naprawdę byłaby jedną z lepszych książek tego typu, gdyby nie te "nieoczekiwane zwroty akcji" pod koniec. Postacie mi się podobały, wiele scen - również, ale dlaczego to się musiało tak naiwnie skończyć? I dlaczego w komediowej, zabawnej książce pojawiły się rozmowy, które tam nie pasują i nagle zrobił się z tego dramat? Nudny dramat, w którym wiadomo, jak się skończy - dobrze i miło.

Szkoda... Nie, żebym miała coś przeciwko happy endom, ale nie takim "na siłę".

Gdyby nie ten mały "zgrzyt" przyznałabym tej książce wysoką ocenę, jednak tak czy owak polecam książkę jako zabawnie napisaną. To, że zdradziłam zakończenie nie powinno być dla Was problemem, bo w ogóle nie było zaskakujące.

 
Warszawa
 

Copyright Reporter.pl 1996-2013